GN 47/2020 Archiwum

Ksiądz Janusz

Choć kilka lat uczęszczał do naszego seminarium, nigdy nie był księdzem naszej diecezji. Gdy jednak mieszkał w Głogowie, traktowany był jak tutejszy kapłan. Wszyscyśmy znali ks. Janusza Malskiego od „Cichych”.

Współtworzył w naszej diecezji duszpasterstwo chorych, cierpiących, niepełnosprawnych. Dzieło to ks. Janusz ze swoją wspólnotą „Cichych Pracowników Krzyża” oraz „Centrum Ochotników Cierpienia” budował pod patronatem – dziś błogosławionego – Luigiego Novarese.

Dom „Uzdrowienie Chorych” jest niezwykłym miejscem. Ciało nie cierpi bez duszy, dusza nie cierpi bez ciała. Zawsze miałem przekonanie, że to jest ta zasada, którą kieruje się wspólnota: jeśli leczyć i uzdrawiać człowieka, to całego: nie tylko w kaplicy, ale i w sali rehabilitacyjnej i w grocie solnej, którą – pamiętam – z dumą pokazywał mi ks. Janusz. Odszedł od nas – aż boję się to napisać – zgodnie z charyzmatem, który sobie obrał. Po długiej chorobie – jako cichy pracownik krzyża i ochotnik cierpienia. Ostatni raz kontaktowaliśmy się 14 września, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Pisał mi: „W czwartek przewożą mnie do specjalistycznego centrum onkologicznego”. To pewno był ostatni przystanek w jego drodze krzyżowej. Obiecywałem mu wówczas Mszę, by Pan wzmocnił go krzyżem przez wstawiennictwo bł. L. Novarese. Nie zdążyłem. Jego intencja czekała w kolejce. Teraz już czas na Mszę św. dziękczynną za ks. Janusza, któremu zawdzięczam wiele, choćby to, że z grupą głogowskich pracodawców zabrał mnie kiedyś do Lourdes. Ja mu pokazywałem Paryż, on mi – Lourdes. Ja mu piękno, on mi – uzdrowienie.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama